AKTUALNOŚCI:


Na ratunek cisom

Kasztanowiec na pl. Narutowicza

Dąb Jana Pawła II w Licheniu

Sadzenie krzewów

Szlak dębów królewskich

Dąb czerwony przy Złotych Tarasach

Liczby przeciw drzewom?

Sadzą papieskie dęby

Drzewa w Bytowie

Zalesianie Śląska

Najstarszy kasztanowiec na placu Narutowicza idzie pod topór.

Drzewo nie obudziło się po ostrej zimie i uschło, wczoraj fachowcy zdecydowali, że trzeba je skreślić z listy pomników przyrody i wyciąć.

Kasztanowce na placu Narutowicza zostały posadzone pod koniec XIX w. Na najstarszych pocztówkach z 1900 r. są już całkiem duże, choć jeszcze podparte drążkami.

Drzewa te były świadkami najważniejszych wydarzeń w mieście ubiegłego wieku - wciągnięcia na maszt po raz pierwszy od rozbiorów od rozbiorów biało-czerwonej flagi czy wkroczenia do Płocka generała Hallera. To w tym miejscu płocczanie bronili się przed bolszewikami w 1920 r. i witali Jana Pawła II w 1991. Z drzew przed sądem przetrwał do dziś tylko jeden.

Od chwili pojawienia się szrotówka kasztanowiec zaczął gwałtownie słabnąć. Przez ostatnie dwa lata zakwitał dwukrotnie w ciągu roku, co było sygnałem, że umiera.

Na ratunek pospieszyli członkowie stowarzyszenia Starówka Płocka. Po ich apelu urzędnicy ratusza zdobyli z Miejskiego Funduszu Ochrony Środowiska prawie 30 tys. zł. Miały to być pieniądze na wymianę ziemi, nawodnienie kasztanowca, przebudowę chodnika (by ułatwić mu dostęp do wody) oraz na zabiegi pielęgnacyjne, ale wiosną udało się tylko rozpocząć nawadnianie drzewa. Nie przyniosło ono jednak rezultatu. Kasztanowiec nie obudził się po zimie.

Wczoraj spotkali się przedstawiciele m.in.: ratusza, służb konserwatora zabytków, Miejskiego Zarządu Dróg i Starówki Płockiej po to, by - jak to w określił Stanisław Płuciennik ze Starówki Płockiej - podpisać akt zgonu kasztanowca. Drzewo zostanie wycięte, nie wiadomo tylko, kiedy to się stanie, bo kasztanowiec od lat 90. jest pomnikiem przyrody i podlega opiece wojewody. Ratuszowi urzędnicy będą musieli teraz przebrnąć przez całą procedurę skreślenia go z listy zabytków i dopiero wówczas zlecą wycinkę.

Prawdopodobnie niczego nie uda się posadzić w tym miejscu, bo mały skwer, na którym rosło drzewo, według przepisów jest dziś pasem drogowym. A MZD, powołując się na rozporządzenie ministra transportu, nie zgadza się na sadzenie czegokolwiek w odległości trzech metrów od jezdni.

Do czasu wycinki lepiej pamiętać, że drzewo jest martwe, i nie parkować pod jego grubymi konarami. Silny wiatr może je zrzucić na dachy samochodów.

Hubert Woźniak, 25-05-2006
Źródło: http://miasta.gazeta.pl/plock/1,35681,3371757.html