AKTUALNOŚCI:
|
|
Nałęczowska bez lip
Nie udała się walka Ligi Ochrony Przyrody o uratowanie lip z Nałęczowskiej. Samorządowe Kolegium Odwoławcze przyznało rację miastu,
które chce wyciąć 29 rosnących tam drzew.
- Lipy przy Nałęczowskiej były podzielone na dwie części:
te obumarłe, było ich kilka, oraz te, które miały ograniczać widoczność na
drodze. W pierwszym przypadku otrzymaliśmy opinię biegłego dendrologa potwierdzającą,
że drzewa są chore, a w drugim poprosiliśmy o ekspertyzę Naczelną Organizację
Techniczną. Wykazała, że drzewa stanowią zagrożenie dla ruchu, bo zasłaniają
widoczność. Dlatego podtrzymaliśmy decyzję miasta - tłumaczy dr Wojciech Taras,
wiceprezes lubelskiego SKO.
Spór o drzewostan przy Nałęczowskiej trwa prawie dwa lata. Rośnie tam ok.
90 drzew, głównie lipy i trochę klonów. Na początku inspektorzy z miejskiego
Wydziału Gospodarki Komunalnej uznali, że trzeba wyciąć cztery lipy przy skrzyżowaniu
Nałęczowskiej i Szerokiego, bo zagrażają bezpieczeństwu kierowców i pieszych.
Po tekstach "Gazety" w akcję ratowania drzew zaangażowali się mieszkańcy
Lublina, którzy zbierali podpisy przeciwko wycince. Poparła ich Liga Ochrony
Przyrody, naukowcy zajmujący się ochroną środowiska, którzy sugerowali np.
ustawienie znaków na zakrętach, nawet politycy. W rezultacie komisja złożona
z przedstawicieli obu stron konfliktu przeprowadziła inwentaryzację na Nałęczowskiej.
Urzędnicy uznali, że pod topór pójdzie już nie cztery, ale prawie 30 drzew.
Rada osiedla Szerokie postulowała nawet, by ogołocić całą aleję. Liga zaprotestowała
i zaskarżyła decyzję miasta do SKO. Po dwóch latach sporu Kolegium przyznało
rację miejskim urzędnikom.
Liga Ochrony Przyrody może jeszcze złożyć skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego
na niezgodność decyzji z prawem. Zamierza z tego skorzystać: - Jeszcze nie
dostaliśmy orzeczenia, ale myślę, że się odwołamy. Dziwi nas taka polityka
miasta. Czasami walczą o jeden krzak, a tu lekką ręką godzą się na ogołocenie
wiekowej alei - nie kryje oburzenia Anna Mikołajko-Rozwałka, prezes lubelskiego
oddziału LOP.
Tymczasem urzędnicy już snują plany co do Nałęczowskiej: - Nie chcemy wycinać
wszystkich drzew jednocześnie, na razie usuniemy te, które rosną tam, gdzie
mają powstać zatoki autobusowe - zapowiada Andrzej Bałaban, zastępca dyrektora
Wydziału Gospodarki Komunalnej UM. - W tym roku na pewno nie będziemy poszerzać
tam ulicy, ale mamy takie plany na przyszłość. Dlatego wycinka kolejnych drzew
będzie konieczna.
Aleja bez drzew
W maju i czerwcu 2002 r. przy Nałęczowskiej wycięto wiekowe topole i jeden
klon. Drzewa rosły przy samej ulicy i zdaniem urzędników zagrażały bezpieczeństwu
kierowców.
Bezpieczniej niż gdzie indziej
Jak pokazują policyjne statystyki, z bezpieczeństwem, na które powołują się
urzędnicy, nie jest na Nałęczowskiej źle. Przez ostatnie półtora roku doszło
tam do ośmiu wypadków, jeden był śmiertelny. Dla porównania w tym samym okresie
na skrzyżowaniu al. Tysiąclecia, Unii Lubelskiej i Podzamcza były aż 73 kolizje.
- Nie można powiedzieć, że Nałęczowska należy do niebezpiecznych z tej racji,
że jest dość długa. Ma ponad 7 km długości i w porównaniu z innymi, krótszymi
ulicami w mieście, liczba zdarzeń drogowych nie jest tam duża - mówi Agnieszka
Pawlak z zespołu prasowego KMP.
Drzewa z Wrotkowa
Wydział Ochrony Środowiska przez wiele miesięcy chciał od Herbapolu 266 tys.
zł za wycięcie pięciu drzew na Wrotkowie, gdzie spółka chciała wybudować centrum
logistyczne. Urzędnicy żądali pieniędzy, chociaż SKO orzekło, że firma nie
powinna płacić. Miasto dało za wygraną dopiero na początku roku, ale było już
za późno, bo spółka nie ujęła w budżecie inwestycji na Wrotkowie. Miało tam
znaleźć pracę ok. 60 osób.
Sylwia Szewc, 12-05-2006,
Źródło: http://miasta.gazeta.pl/lublin/1,35640,3341791.html
|